Prywatność

Prywatność jest prawem człowieka. Każda osoba powinna mieć możliwość życia swoim własnym życiem, bez niepotrzebnej ingerencji z zewnątrz i nachalnego zaglądania przez ramię. Zwłaszcza, jeśli część informacji o nas można wykorzystać do dyskryminacji. Prywatność jest na tyle istotna, że znalazła swoje miejsce w wielu systemach prawnych na świecie. Przykładem może tu być (nie)słynne RODO.

Jednak odnieść można wrażenie, że do Sieci wieści o tym, że każda osoba ma prawo do prywatności, docierają powoli. Wciąż jeszcze nie udało nam się usunąć śledzących ciasteczek, a alternatywy proponowane przez twórców przeglądarek (zwłaszcza Google) są regularnie punktowane przez organizacje zajmujące się ochroną prywatności. Reklamodawcy bowiem najchętniej zamieniliby jeden mechanizm śledzący na inny mechanizm śledzący – który po prostu robiłby swoją robotę subtelniej. Wszystko po to, żeby lepiej dobierać wyświetlane reklamy. A przecież bardziej przyjazne metody doboru reklam istnieją od dawna. Sam jestem na tyle stary, żeby pamiętać czasy reklamy kontekstowej. Zamiast próbować dostosować się do moich zachowań, reklama dostosowywała się do treści strony, na której się pojawiała. Proste i skuteczne. Naprawdę nie muszę oglądać reklamy kursu HTML, czytając recenzję najnowszego sezonu popularnego anime. Natomiast reklama jakiegoś niszowego anime być może zachęciłaby mnie do kliknięcia. Zresztą nie tylko reklamy próbują się dostosować do moich zachowań i preferencji. Algorytmy rekomendujące w serwisach społecznościowych też to robią. Czasami jest to wygodne, bo można szybko zgłębić jakiś temat, klikając w coraz to nowsze treści podsuwane przez algorytm. Ale z drugiej strony – taka bańka mocno ogranicza.

Mamy więc problem z prywatnością w Sieci. Nie pomaga tutaj szybko rozwijająca się platforma sieciowa, która wprowadza sporo technologii mogących wpływać na prywatność. Żyjemy w Sieci napędzanej prośbami o zezwolenie na dostęp: do lokalizacji, do kamery, do schowka, do powiadomień… I jak dotąd nikt nie zastanawia się, czy takie prośby są wystarczające. Czy osoba użytkownicza wie dokładnie, co się dzieje, gdy pozwala na dostęp do schowka? Albo do mikrofonu? A może powinniśmy zmienić podejście i przejść na Sieć, która domyślnie nie ma dostępu do niczego? Cokolwiek byśmy jednak nie wybrali, najważniejsze jest to, żeby osoba użytkownicza orientowała się, co dzieje się z jej danymi. Bo w końcu prywatność to jej prawo.

Źródła

Dodatkowe materiały